czwartek, 16 lutego 2017

Zawód

Następnego dnia, Leon wstał z przeczuciem, że dostanie niezły opieprz.
Znał Violettę lepiej niż własną kieszeń i wiedział, co ją najbardziej wkurza, a olewanie jej przez niego wkurzało ją chyba najbardziej.
Jednak jego myśli zaprzątała pewna kruczowłosa dziewczyna, która na bank będzie zawiedziona tym, że nie przyjdzie.
Przez cały dzień nie wiedział, co ze sobą zrobić. Chodził wte i wewte. Od gitary, do fortepianu. Jakie było jego szczęście, gdy wreszcie wybiło wpół do trzeciej i mógł powoli iść do Resto. Gdy wyszedł, spojrzał na krzew róż, pod którym znajdowała się nora. Leon miał ochotę coś sobie zrobić.
Dobrze wiedział, jak Alice może się poczuć, ale nie uprzedził jej, że nie przyjdzie.
Westchnął cicho i nieszybkim krokiem zaczął iść do Resto.
W barze był za pięć trzecia. Przysiadł do stolika gdzieś, gdzie będzie mógł na spokojnie porozmawiać z Violettą.
Zdążył zamówić sobie i dziewczynie soki pomarańczowe, gdy do stolika podeszła Violetta. 

– Cześć, Vilu – przywitał ją z uśmiechem.
– Czy ty masz pojęcie, jak ja się o ciebie martwiłam? Gdzie wczoraj byłeś cały dzień?
– Byłem u znajomego. To nic takiego, Violetta, usiądź i się nie spinaj tak.
– Nawet mnie nie denerwuj!
– Alice, proszę cię.
– Czekaj, jak ty mnie nazwałeś?


Cheshire obserwował Alice od rana.
Chodziła bez celu. Nie wiedział, czy coś ją gnębi, cieszy, denerwuje. A może raczej złości?
To jak ta dziewczyna potrafiła doskonale ukrywać swoje emocje pod maską obojętności zawsze doprowadzało go do szału. 

– Co porabiasz, Alice?
Dziewczyna się nie odezwała. Odgarnęła tylko swoje czarne włosy za ucho.
– Alice, nie ignoruj mnie.
Znowu cisza. Kota zaczęło to coraz bardziej irytować.
– Do jasnej cholery, dziewczyno! Odpowiedz mi na moje pytanie w tej chwili!
– Daj mi spokój – powiedziała smutno.
Jej oczy wpatrywały się w czubki jej czarnych butów, a ręce miała skrzyżowane pod piersiami.
– Znów to zrobiłaś? – Syknął.
– Nie wiem, o czym mówisz.
– Nie udawaj głupiej, bo oboje dobrze wiemy, o co mi chodzi.
– Od dawna tego nie robiłam – powiedziała, siadając na ziemi. – Ale mam wrażenie, że właśnie tego teraz potrzebuję.


– Violetta, do jasnej cholery! Nie zachowuj się, jak dziecko!
– Zamknij się – warknęła. – Do zobaczenia w studio. 

Po pożegnaniu wyszła z baru.
Leon odchylił głowę do tyłu i westchnął ciężko.
Po kilku minutach wstał z krzesła i podszedł do lady by zapłacić za soki.
Wychodząc z Resto nie pokierował się bezpośrednio do domu. Zboczył trochę z drogi, by móc iść w swoje miejsce. Tam mógł poskładać myśli, wyciszyć się, odpocząć.
Usiadł pod jednym z drzew, które rzucało na ziemię cień i rozmyślał.
Próbował skupić myśli na Violettcie, koncercie, na czymkolwiek innym niż ona. Jednak jedyne o czym był w stanie myśleć to ona.
Myślał, co jeszcze mogła przejść w swoim życiu. Ile dobrego i ile złego wydarzyło się przez jej całe życie. Ale najbardziej myślał o tym, jak musi być zawiedziona tym, że nie przyszedł.
Z jednej strony chciał iść teraz, ale z drugiej miał dość tego dnia. 
Siedział w swojej kryjówce z godzinę, może półtorej. Wracając do domu znów popatrzył na różany krzew. Przeszedł obok niego nieobojętnie. Korciło go by spotkać się z Alice, ale jednak postanowił dać sobie na ten dzień spokój.

Następnego dnia, gdy tylko obudził się i wstał z łóżka zaczął się ubierać. Podczas tej czynności, wpadł na pewien pomysł. 

– Meg? – Powiedział, wyłaniając się zza drzwi od jej pokoju. 
– Tak, Leon?
– Masz jeszcze te książki o Alice?
– Tak, i po hiszpańsku i po angielsku, a co?
– Mogę je pożyczyć? 
– Jasne!

Leon wziął książki i wyszedł z pokoju jego siostry. 
Schodząc do salonu, zatrzymała go jego matka.

– Nie zjesz śniadania?
– Nie jestem głodny i trochę się spieszę – odparł przechodząc szybkim krokiem do przedpokoju. 
– Idziesz się spotkać z Violettą? – Spytał nagle ojciec chłopaka.
– Nie, idę się spotkać z przyjaciółką – powiedział i wyszedł z domu.
Podbiegł jak najszybciej do nory, po czym wskoczył do niej. 
Gdy był na miejscu; odetchnął z ulgą, że tym razem pojawił się w Dolinie Łez i nie jest narażony na laskę Szalonego Kapelusznika. 
Przeszedł większą część Doliny i nagle napotkał Alice. Gdy ta go zobaczyła, od razu zaczęła odchodzić. 

– Alice, czekaj!
Dziewczyna nie reagowała.
– Alice, no! Czekaj chwilę!
Dalej nie było żadnej reakcji. Szła przed siebie, nie zważając na wołanie Leona. Ten był już z lekka podirytowany. Jęknął wkurzony na siebie i nagle do głowy wpadł mu pewien pomysł.
– Pleasance... 

2 komentarze:

  1. Nie chce wiedzieć jak ona zareaguje na to jak ją nazwał 😂

    A tak w ogóle, to witam Cię w ten jakże piękny dzień!
    Mniejsza o to, że już ze sobą pisałyśmy 😄😂

    Leon i Violetta.
    Violetta i Leon.
    Leonetta.
    Chyba szykuje się rozpad związku, czego ja nie przeżyje, ale ok, dam radę. Bo kto jak nie ja? 😘

    Ahh ten Lełon.
    Poszedł się spotkać z V i nie odwiedził Alice.
    Nie dziwię jej się, że było jej smutno, ale bądź co bądź, nie miał okazji jej powiedzieć, że umówił się z dziewczyną.

    Świetny!
    Pisz mi tu szybko net, mimo iż to opowiadanie jest o LELICE.
    Kuwa, dalej to do mnie nie dociera.

    A ciciuś jest upierdliwy!
    😂😂😂

    Maddy ❤

    OdpowiedzUsuń