sobota, 31 grudnia 2016

Wszystko inaczej

Po powrocie z Krainy Czarów, Leon nie wracał przez tydzień. W Studio rozpoczęto pracę pełną parą, ponieważ na początku października odbędzie się pierwszy spektakl. Chłopak nie mógł pozwolić sobie na nawet chwilę wytchnienia. Jak nie próby, to siedzenie godzinami nad piosenkami.

Siedział na werandzie, brzdąkając coś na gitarze. Cóż, nie zbyt mu to wychodziło. Nie mógł się skupić. non stop zerkał na krzew róży, pod którym kryła się królicza nora. Jęknął sfrustrowany i podszedł do niej, po czym wskoczył do niej. Spadał, jak mu się wydawało, tą samą drogą, ale wylądował kompletnie gdzie indziej. Rozejrzał się dookoła. Otaczały go wysokie mury, a nad nim było gwieździste niebo. Wpatrzony w gwiazdy usłyszał cichy chichot. Popatrzył w miejsce, z którego usłyszał dźwięk.

– Alice? – Zawołał.
– Kim jesteś? – Usłyszał cichy, przestraszony głos.
Spojrzał w dół i zobaczył oszpeconą twarz dziecka. Przestraszył się nie na żarty, ale ukrył strach za uśmiechem.

– Jestem Leon, a ty? – Spytał kucając, by być na równi z dzieckiem.
– Jestem Leader, miło cię poznać, Leon.
– Jesteś tu sama?
Wydawało mu się, że to dziewczynka, ale przez oszpeconą twarz rozpoznanie tego było trudne.
– Nie, jest tu jeszcze kilkoro dzieci – odpowiedziała. – Chodźcie! On nie jest raczej  niegroźny!

Nagle wokół niego zebrało się jeszcze piątka dzieci. Niektóre miały po prostu blizny, niektóre otwarte rany, a jeszcze inne nawet nie miały oczu.

– Co to? – Spytało jedno z dzieci, pokazując na gitarę.
– Gitara.
– A do czego służy?
– Do grania na niej.
– A zagrasz coś dla nas? – Poprosiła Leader.
– Jasne!
Wszyscy usiedli w kole na podłodze, a Leon zaczął grać pierwsze dźwięki Amor an el aire.

Alice była na Tea Party u Kapelusznika, gdy nagle rozległ się alarm, informujący o tym, że ktoś się włamał do Skool. Przeprosiła Kapelusznika i pobiegła w stronę schronienia dzieci.
W momencie, gdy dobiegła do Skool, usłyszała kawałek rozmowy.

– Dla kogo jest ta piosenka?
– I o kim?
– Czy ta piosenka jest dla Alice?
– Chwila, nie wszyscy na raz. Ta piosenka jest dla mojej dziewczyny, jest o miłości, którą do niej czuję.
Dzieci jęknęły rozczarowane.
– Co tu się dzieje? ˜– Spytała Alice.
Verdas spojrzał na nią i uśmiechnął się.
– Leon grał dla nas piosenkę!
– Naprawdę?
– Leon, zagraj coś jeszcze! – Pisnęła Leader.
– Niestety nie, Leader. Właściwie przyszedłem tu dla Alice.

Na te słowa serce dziewczyny przyśpieszyło tempa. Dotrzymał obietnicy, przyszedł. Przyszedł tu dla niej.

– A przyjdziesz jeszcze? – Spytało któreś z dzieci.
– Jeżeli Alice się zgodzi, to czemu nie.
Leon spojrzał na Alice pytająco.
– Leader?
– Sądzę, że nam nie zagrozi.
– Więc w porządku. Będzie mógł jeszcze przyjść.

Dzieci zaczęły wiwatować za szczęścia. Verdas zaśmiał się cicho i wstał ze swojego miejsca, po czym razem z kruczowłosą wyszedł ze Skool.

– Genialne są te dzieciaki – zaśmiał się.
– Tak... wiem – powiedziała smutno.
– Coś cię trapi.
– Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku, tylko mam jakiś taki gorszy dzień.
– Coś mi się nie wydaje. Pokaż nadgarstki ˜– zażartował.
– Wolę nie.

Leon przekręcił głowę, nie wiedząc dlaczego. Czy ona naprawdę się tnie? Nie, to byłoby niemożliwe. Ktoś taki jak Alice Liddell?  Ale jednak coś ją trapiło. Tylko co?
W pewnym momencie dziewczyna zniknęła, a przed nim pojawił się kot. Ale nie byle jaki. Jego uśmiech zajmował większość pyska, a jego złote oczy wydawały się świecić. Jego ciało było znacznie wychudzone, można było policzyć wszystkie kości, albo przynajmniej ich znaczną większość.

– Jesteś kotem z Cheshire?
– Chyba jest to rzeczą jasną.
– Wyglądasz... inaczej.
– Wiem, Carroll opisał niektóre rzeczy źle. Mnie, na przykład
– Jasne... wiesz co trapi Alice?
– Który dzisiaj jest?
– Ósmy września.
– Czyli dziś rocznica – wymruczał.
– Rocznica czego?
– To ty nie wiedziałeś?
– Ches, mów do rzeczy! – Warknął zdenerwowany Leon.
– Kiedy nosiła tą małą osóbkę pod swoim sercem, jeszcze nie wiedziała, jak skończy się jej historia.

Leon oniemiał. Bohaterka filmów i bajek była... matką?
– Ches, gdzie jest Alice?
– W Tundraful. Jeśli chcesz, mogę cię zaprowadzić.

Chłopak tylko przytaknął. Kot prowadził go przez całą Domenę Kapelusznika. Gdy byli na miejscu, Leon zaczął szukać jednej, małej niebiesko-czarnej plamki, między stosami śniegu. Dostrzegł ją, leżącą na jednym ze stosów. Podszedł do niej i położył się obok niej. Zobaczył, że po jej policzkach ciekną ciurkiem łzy.

– Dlaczego odeszłaś?
– Nie twoja sprawa, Verdas. Zajmij się sobą, a mi daj święty spokój.
– Wiem, że byłaś matką.

Alice gwałtownie się podniosła. Była zdenerwowana. Jak się dowiedział?
Zamknęła oczy i odetchnęła.

– Miałam być – szepnęła drżącym głosem. – Miałam piętnaście lat, gdy zaszłam w niechcianą ciążę.
– Raczej nikt by nie chciał być rodzicem w tak młodym wieku.
– Wiesz, co jest najgorsze?
Leon pokręcił głową przecząco.
– Że nacieszyłam się tym dzieckiem sześć miesięcy.
– Jak to?
– Straciłam to dziecko po sześciu miesiącach – wyjaśniła.– Gdy dowiedziałam się o ciąży, byłam wściekła. Nie chciałam tego dziecka. Po jakiś dwóch miesiącach przyzwyczaiłam się do niej. Pokochałam ją. Zaczęłam myśleć nad imieniem. Nawet myślałam, że wypuszczą mnie z azylu.
– Jak chciałaś jej dać na imię?
– Eliza – powiedziała, kładąc dłoń na brzuchu.

Leon zamilkł. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Przysunął się do niej i objął ją. Nie potrzebował więcej informacji. No, może oprócz jednej.
– Zostałaś zgwałcona?

Nie myślał o tym jak to ubrać w słowa. To pytanie dręczyło go od początku rozmowy.
Alice zakryła twarz dłońmi. Po jej głowie cały czas chodziły te same słowa.

"Jesteś dziwką, Alice."

– Rozumiem – szepnął w jej atramentowe włosy.  – Nie musisz nic mówić. Czyny mówią same.

2 komentarze:

  1. Jesuuuu
    Ja bym się chyba zapłakała!
    Ja w tym wieku...
    Nieee, to nie dla mnie!
    Młoda matka...
    Nieee
    Lelice!
    Nieeee....
    Alex...
    Pilsss nie tylko nie to XDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Bumby ty skurwielu!
    To z nim była w ciąży, prawda?
    No, bo kim innym !
    Raczej nie poszła z własnej woli do łóżka i nie zaszła w ciążę.
    Została zgwałacona, a ten buc się do tego przyczynił.
    Straciła dziecko. Ktoś je pomógł pewnie.
    Ahhh ten kocur.
    Zajebisty.
    Leon wracaj do swojego świata jak na razie. 😂

    Maddy ❤

    OdpowiedzUsuń