Alice wraz z Leonem weszła do pokoju. Usiedli na łóżku. Naprzeciwko siebie. Alice nie patrzyła Leonowi w oczy, trzęsła się ze strachu przed rozmową i szczękała zębami.
— Więc... — zaczął. — Opowiesz mi, jak to było?
— Co mam ci opowiedzieć? Że straciłam rodzinę? Że byłam w psychiatryku? Że byłam molestowana? Że zakochałam się w człowieku, który chciał mnie skrzywdzić? A może, że miałam... – przerwała.
Zaczęła jej narastać gula w gardle. Nie mogła nic z siebie wykrztusić.
— Co miałaś? — Spytał. — I proszę. Nie mów, że nie ważne. Jeśli się nie dowiem, nie będę mógł ci pomóc. Chcę żebyś mi ufała. Nie chcę, żebyś miała przede mną tajemnice – powiedział, łapiąc jej dłoń.
Alice westchnęła, przełknęła gulę i zamknęła oczy, łapiąc powietrze w płuca.
— Nie chcę. Boję się. Nie chcę być znowu skrzywdzona tak jak wtedy.
— Dobrze. Nie to nie, ale wiedz, że zależy mi na twoim dobru.
Alice spojrzała mu w końcu w oczy. Przysunęła się do niego i przytuliła. Zaczęła łkać. To było silniejsze od niej.
Znów czuła się tak jak podczas pobytu w Houndstich. Czuła się jakby jej dusza była poobijana, posiniaczona. Czuła się jakby straciła godność. Tak jak wtedy zresztą. Ale najgorzej cały czas było z sercem, gdyż ból był ogromny. Czuła się jakby jej serce było rozrywane na kawałki, które znów będzie musiała poskładać. A co jeśli nie da rady? W końcu już raz prawie się poddała.
Leon widział w jej oczach niewyobrażalny ból. Chciał chociaż trochę go uśmierzyć. Jakkolwiek, byleby Alice nie musiała cierpieć, tak jak dotychczas. Wiedział, że to cud, że ona w ogóle mu zaufała. Nie dziwił się. Tak było też z Larą. Tyle że Alice wydawała się być jeszcze bardziej poturbowana. Szczególnie jej poczucie własnej wartości, sposób w jaki na siebie patrzyła. Dowodem na to było zasłonięte lustro. Najważniejsze dla Leona było to zmienić. Chciał by dziewczyna znów wiedziała, że jest ważna, że nie jest gorsza od innych. Ale w jego głowie narodziło się pytanie.
Jak to zrobić?
Następnego dnia musiał iść do Studio. Co prawda, wolał nie iść i pójść do Alice. I pewnie by to zrobił gdyby nie koncert, który jest za dwa tygodnie.
Drogę do Studio spędził na intensywnym myśleniu, o tym jak pomóc przyjaciółce. Pewnie nie zdziwię was jeżeli powiem, że nic nie wymyślił.
— Leon! — wrzasnął Maxi.
Chłopak przekręcił głowę w stronę przyjaciela.
— Broduey coś do ciebie mówi.
— Sorry, nie słuchałem. Możesz powtórzyć?
— Kogo bierzesz ze sobą na koncert? — mówił powoli, jakby żartował z niego.
Leon aż wyprostował się i uśmiechnął szeroko. Po chwili opanował się i znowu lekko zgarbił.
— Przyjaciółkę.
— Znamy ją? — rzekł Maximilian.
— Nie. I nie poznacie, jeżeli się nie zgodzi.
— Czemu miałaby nie? — spytał Afroamerykanin.
— Powiedzmy, że nie do końca ufa ludziom.
Chłopacy popatrzyli na niego z lekko otwartymi ustami, przy czym zaczęli szybko mrugać.
— Co?
— Nie, nic — rzekł Maxi, drapiąc się po karku.
Will you rescue me
You can set me free
Will you break these chains
Stop me falling
Will you rescue me
Give me air to breathe
Help these eyes to see
Will you come and rescue me
— O kim myślisz, Alice? — wymruczał kot, kiedy ta przestała grać na fortepianie.
— O nikim — powiedziała, podpierając brodę na dłoni.
— Och, jak ty nie umiesz kłamać, dziecko.
— Nie jestem dzieckiem! — fuknęła.
— Jakby nie patrząc przepaść między twoim a moim wiekiem jest kolosalna, więc mogę na ciebie mówić dziecko.
Dziewczyna przewróciła oczami i westchnęła ciężko. Czemu on zawsze musi mieć rację?
Nagle usłyszeli pukanie do drzwi pokoju. Zerknęli w ich stronę i zobaczyli uśmiechającego się od ucha do ucha Leona.
— Mogę wejść? — spytał.
— Jasne. A ty, Cheshire, chyba powinieneś iść — powiedziała, patrząc na kota.
— Ależ nie będę przeszkadzał! Będę cicho jak mysz pod miotłą.
— Właśnie chyba jedną zauważyłam — powiedziała wychylając się by spojrzeć na wejście, w którym stał Leon.
— Gdzie?! — wrzasnął Chesh.
— Poleciała na korytarz — oznajmił Leon.
Kot natychmiast wyleciał z sypialni jak torpeda. Dwójka przyjaciół zaczęła się śmiać. Chłopak zamknął drzwi i popatrzył na czarnowłosą, która śmiała się wniebogłosy.
— To nam się udało — przyznał.
— Zgadzam się — rzekła z chichotem. — Wścibska bestia.
— Niczym moja własna siostra.
— Masz siostrę?
— Tak, młodszą, która chce cię poznać — odrzekł.
— Powiedziałeś jej o mnie?
— Tak.
— Oszalałeś?! — krzyknęła.
— Daj spokój! Przecież nie powiedziałem jej wszystkiego.
Alice westchnęła i usiadła na łóżku.
— Jak myślisz, jak szybko zauważy, że go wkręciliśmy? — zapytała.
— Zależy, jak głupi jest. Andreas latał z szufelką po domu dwie godziny, szukając rzekomej myszy — powiedział, siadając obok niej.
Alice tak zaczęła się śmiać, że mało co nie zaczęła płakać. Nagle chłopak chwycił jej dłoń. Zielonooka spojrzała na niego widocznie zaskoczona tym, jak blisko był. Drugą ręką odgarnął jej pasmo włosów za ucho, a po chwili przeniósł ją na jej policzek. Ich oczy zaczęły się zamykać, a wargi niebezpiecznie do siebie zbliżać. Chwilkę później ich usta połączyły się w pocałunku. Alice chętnie oddawała pocałunek, zarzucając ręce na jego szyję.
Nagle do pokoju wparował Cheshire z zamiarem nawrzeszczenia na dwójkę nastolatków, jednak gdy zobaczył, co się dzieje, położył się na ziemi i zaczął im przyglądać.